FaceApp, czyli burza w szklance wody. Jest się czego bać?

0
312
źródło: FaceApp.com

Od kilku dni FaceApp jest na ustach całego świata. Aplikacja, dzięki której możemy sprawdzić, jak będziemy wyglądać na starość, stała się języczkiem u wagi wszystkich bojowników o zachowanie prywatności w internecie.

Czy jest się czego bać? Wyjaśniamy.

Internetowa rusofobia?

FaceApp jest dziełem rosyjskiej firmy Wireless Lab. Aplikacja została uruchomiona w styczniu 2017 roku i od samego początku budziła kontrowersje. Silnik FaceApp pracuje w oparciu o sieci neurotyczne. Upraszczając – dzięki ogromnej mocy obliczeniowej aplikacja potrafi przekształcić przesyłane przez użytkowników zdjęcia.

I tak możemy się przekonać, jak będziemy wyglądać na starość albo jakby to było, gdybyśmy zmienili płeć. Dzięki FaceApp na naszej twarzy może pojawić się zarost, możemy zmienić kolor włosów i fryzurę, możemy wreszcie ogolić się na łyso albo sprawdzić, jakbyśmy wyglądali w okularach. Brzmi jak pomysł na świetną zabawę. Aplikacja jest bezpłatna jednak by w pełni korzystać z jej możliwości, trzeba wydać kilka groszy.

źródło: FaceApp.com

Korzystanie z FaceApp jest dziecinnie proste. Wystarczy załadować zdjęcie z galerii bądź zrobić sobie selfie – i już można szaleć i kombinować, a efektami swoich kombinacji dzielić się w internecie.

Szkopuł w tym, że eksperci od zabezpieczeń w globalnej sieci podnieśli alarm. Powód? Za aplikacją stoi rosyjska firma i nie wiadomo, dokąd trafiają nasze zdjęcia i jak zostaną wykorzystane. Mało tego, niektórzy nie zdają sobie sprawy, że korzystając z aplikacji przesyłają swoje zdjęcia na serwery Wireless Lab – donosi TechCrunch.

Aplikacja okazała się na tyle groźna, że zaczęły się nią zajmować ważne urzędy, z polskim Ministerstwem Cyfryzacji na czele. Maciej Kawecki z Ministerstwa Cyfryzacji przestrzegł na Facebooku (pisownia oryginalna):

Czy naprawdę wiedza jak będziemy wyglądać za 50 lat jest tak cenna by sprzedawać za nią zasoby do wszystkich danych w telefonie!? Na to godzimy się ściągając FaceApp. Aplikacji z Rosji… Zdjęcia na których sami się postarzamy są wszędzie. #CambridgeAnalytica nic nas nie nauczyła. Bądźcie mądrzy i nie korzystajcie z tej aplikacji ludzie!!

Tymczasem nikt nie ma bladego pojęcia, co z danymi udostępnianymi przez użytkowników robią właściciele aplikacji FaceApp.

Firma Wireless Lab w oświadczeniu przesłanym portalowi TechCrunch wyjaśnia, że edycja zdjęć następuje w chmurze, że większość zdjęć jest usuwanych z serwerów po 48 godzinach, że każdy użytkownik może zażądać skasowania wszystkich danych, które przesłał i że te dane nie są przechowywane na rosyjskich serwerach. W tym samym oświadczeniu twórcy aplikacji przyznali, że dane użytkowników nie są nikomu przekazywane.

Jak jest naprawdę?

Decydując się na korzystanie z jakiejkolwiek aplikacji mobilnej oddajemy swoją prywatność w cudze ręce. Nie inaczej jest w przypadku FaceApp. Problem w tym, że za popularną aplikacją stoją Rosjanie, co w przypadku niektórych może wzbudzać i wzbudza podejrzenia.

Według statystyk 80 proc. internautów nie czyta regulaminów aplikacji, z których korzysta. Warto w tym miejscu przyjrzeć się regulaminowi Facebooka. Społecznościowy gigant codziennie wyciska z nas dane i nimi handluje. Mało tego – regulamin portalu jest skonstruowany w taki sposób, żeby przeciętnego internautę omamić marketingowym bełkotem:

“Gromadzimy informacje na temat osób, stron, kont, znacznikówi grup, z którymi jesteś połączony(a) oraz Twoich interakcji z nimi w naszych produktach, np. o tym, z którymi osobami porozumiewasz się najczęściej, lub do jakich grup należysz. Pobieramy też dane kontaktowe, jeżeli przesyłasz, synchronizujesz lub importujesz je z urządzenia(np. w formie książki adresowej, spisu połączeń czy spisu wiadomości tekstowych), i wykorzystujemy do takich działań jak pomoc Tobie i innym użytkownikom w znajdowaniu osób, które możecie znać oraz do innych celów wymienionych poniżej.”

Ale to dopiero początek, co wyprawia portal Marka Zuckerberga:

“Gromadzimy informacje o tym, jak korzystasz z naszych produktów, np. o rodzajach treści, które wyświetlasz lub na które reagujesz, o funkcjach, z których korzystasz, o działaniach, które podejmujesz, o osobach lub kontach, z którymi wchodzisz w interakcje oraz o terminach, częstotliwości i czasie trwania Twoich aktywności. Na przykład rejestrujemy to, kiedy korzystasz i kiedy ostatnio korzystałeś(aś) z naszych produktów oraz to, jakie posty, filmy i inne treści wyświetlasz w naszych produktach. Gromadzimy też informacje o tym, jak korzystasz z takich funkcji jak aparat.”

Wynika z tego, że jesteśmy jedną wielką maszynką do zarabiania pieniędzy. Skarbonką, do której wrzucamy własne pieniądze i którą rozbić może tylko Mark Zuckerberg. Dzieląc się na Facebooku jakimikolwiek treściami dajemy portalowi prawo do dowolnego nimi dysponowania:

“Użytkownik przyznaje nam niewyłączną, zbywalną, obejmującą prawo do udzielania sublicencji, bezpłatną, globalną licencję zezwalającą na obsługiwanie, wykorzystywanie, dystrybuowanie, modyfikowanie, uruchamianie, kopiowanie, publiczne odtwarzanie lub wyświetlanie, tłumaczenie jego treści i tworzenie na ich podstawie materiałów pochodnych (zgodnie z wybranymi przez użytkownika ustawieniami prywatności aplikacji).”

Biorąc pod uwagę fakt, w jaki sposób Facebook obchodzi się z naszymi danymi i co z nimi wyprawia, ostrzeganie przed używaniem aplikacji FaceApp zakrawa na hipokryzję.

Bo co ci Rosjanie mogą zrobić z naszymi zdjęciami? Dorysują nam rogi? Piegi? I co z tego?

SKOMENTUJ

Dodaj komentarz
Wpisz swoje imię