Brytyjczycy nie potrafią wprowadzić w życie sankcji przeciwko oligarchom

Brytyjczycy mają problemy z wprowadzeniem w życie sankcji przeciwko rosyjskim oligarchom. Informatorzy dziennika „Times” ostrzegają, że nim to się stanie, miną tygodnie lub nawet miesiące.

Urzędnicy i dyplomaci obawiają się pozwów i muszą zebrać materiał dowodowy, który obroni się przed sądem. A to daje bogaczom tzw. Londongradu czas, by zabezpieczyć majątki.

„Musimy zdegradować rosyjską gospodarkę” – powtórzyła dziś w Estonii szefowa MSZ Liz Truss. Ale Times pisze, że praktyka jest bardziej skomplikowana.
Urzędnicy i dyplomaci obawiają się wielomilionowych pozwów. „Ryzyko, że to uderzy w nas rykoszetem jest ogromne” – mówi informator gazety. Pozwy przeciwko rządowi mogą opiewać na wiele milionów funtów.

 

Oligarchowie mają więc czas, by uciec ze swymi pieniędzmi. „Pytają mnie, czy mogą je teraz przenieść. Ja odpowiadam: tak, to całkowicie legalne. Niektórzy powiedzą, że to zaprzecza celowi sankcji, że rząd złagodził cios” – mówi w BBC Nigel Kushner z jednej z kancelarii specjalizujących się w doradzaniu bogatym Rosjanom. Nie tak łatwo jest zdemontować „Londongrad” – świat bajecznych rosyjskich fortun, pełen takich właśnie kancelarii i przepisów pozwalających na zachowanie oligarchom anonimowości – pomocnej w sądzie.

„W Londynie mamy problem, który ciągnie się od 25 lat. Kolejne rządy witały te pieniądze, świadomie nie zadając wielu pytań” – mówi Polskiemu Radiu Tom Keatinge, szef londyńskiego think tanku Royal United Services Institute.
„Jakim cudem sankcjami nie jest jeszcze obłożony Roman Abramowicz?” – pytał w tym tygodniu lider lewicy Keir Starmer, odnosząc się do jednego z najbardziej znanych „obywateli” Londongradu, który właśnie wystawił na sprzedaż londyńską drużyną piłkarską Chelsea.

 

The Times pisze, że podobne pytanie zadała swym urzędnikom Liz Truss. Usłyszała, że Narodowa Agencja ds. Przestępczości próbowała zebrać przeciwko niemu dowody już cztery lata temu, ale okazało się to niemożliwe. „Rządowi prawnicy stąpają bardzo ostrożnie” – podkreśla informator Timesa. Według rządowych urzędników pole manewru ogranicza im ustawa z 2017 roku, która wymaga udowodnienia, że efekt sankcji na osobę nimi obłożonymi jest „adekwatny”. Według dziennika zapis ten ma być „jasnym nawiązaniem” do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

IAR

Grupa Wagnera – kim są najemnicy polujący na prezydenta Ukrainy?

 

Posłuchaj naszych Podcastów: 

SKOMENTUJ

Dodaj komentarz
Wpisz swoje imię