Mija 100 lat od Cudu nad Wisłą

100 lat temu ruszyła polska kontrofensywa znad Wieprza, Wojsko Polskie zaskoczyło Bolszewików i zmusiło ich do odwrotu spod Warszawy. Uratowanie stolicy zyskało nazwę „Cudu nad Wisłą”, choć jak podkreśla badacz tego okresu profesor Grzegorz Nowik z PAN, za zwycięstwem Polaków stoi też geniusz naszych matematyków, racjonalne decyzje sztabu generalnego oraz grzebień i wesele.

Bolszewików udało się pokonać głównie dzięki umiejętności łamania ich szyfrów. Udało się to zrobić przypadkiem gdy w sierpniu 1919 roku porucznik Jan Kowalewski zastąpił na nocnym dyżurze w biurze depesz warszawskiego telegrafu swojego kolegę, który chciał zatańczyć na weselu siostry. Po wypełnieniu obowiązków porucznik Kowalewski zaczął analizować rosyjskie depesze. Jako matematyk amator doskonale znający wojskowy żargon rosyjskiego wojska wpadł na pomysł, by rozszyfrować depeszę używając do tego grzebienia. „Wyłamując zęby z grzebienia, przesuwał je po kryptogramie aż natrafił na słowo dy-wi-zja” – powiedział profesor Grzegorz Nowik z Państwowej Akademii Nauk.

Samo czytanie depesz nie wystarczyło jednak do złamania rosyjskich szyfrów, które były kodowane dwukrotnie. By tego dokonać porucznik Jan Kowalewski stworzył zespół wybitnych polskich matematyków: profesorów Stefana Mazurkiewicza, Wacława Sierpińskiego i Stanisława Leśniewskiego. Matematykom udało się złamać rosyjski kod. Dzięki temu sztab generalny wiedział, że nacierający na Warszawę front zachodni odsłania południową flankę. W to miejsce zdecydowano się uderzyć. Profesor Nowik porównał wojnę 1920 roku do pokera gdy jednym z graczy jest Piłsudski, a drugim Lenin. „Piłsudski wie, że Lenin ma same asy i wie również, że szachruje. Ale za jego plecami ustawione jest lustro, tym lustrem jest polski wywiad” – powiedział historyk.

Profesor Grzegorz Nowik podkreśla również, że sukces Polaków był spowodowany przemyślanymi decyzjami sztabu generalnego, który starał się wykorzystywać każde, nawet najmniejsze potknięcie wroga. Choć przewaga Armii Czerwonej była ogromna, to bolszewicy nie potrafili odpowiednio zorganizować zaopatrzenia oraz skoordynować swoich ataków. Armia Czerwona nie mogła wykorzystać ciężkiego sprzętu, który został za linią Niemna po wysadzeniu mostów, ani lotnictwa, które cierpiało na brak części zamiennych. Rosjanie mieli także problem z dostarczaniem amunicji. „3 korpus kawalerii zdobył Łomżę z szablami w rękach. Owszem, są w stanie wykonać zagon, a nawet forsować Wisłę, ale co oni z tymi szablami mogą zrobić więcej? Myśmy o tym wszystkim wiedzieli” – powiedział historyk.

W sierpniu 1920 roku bolszewicy zostali zmuszeni do odwrotu spod Warszawy, nie udało im się także zająć Lwowa, a 31 sierpnia kozacy Siemiona Budionnego zostali pobici pod Komarowem. Ostateczny cios Polacy zadali Armii Czerwonej w Bitwie nad Niemnem we wrześniu 1920 roku.

IAR/ #Lis/w to

SKOMENTUJ

Dodaj komentarz
Wpisz swoje imię