Chaos wyborczy w Berlinie. Politycy domagają się śledztwa

Skandal wyborczy w Berlinie zatacza coraz szersze kręgi. W ubiegłorocznych elekcjach do Bundestagu i Izby Deputowanych Berlina doszło w stolicy do masowych uchybień. Politycy i dziennikarze domagają się śledztwa i powtórki obu plebiscytów.

Zdaniem niektórych mediów błędy były na tyle poważne, że mogły mieć wpływ na obecny skład Bundestagu. „Nie trzeba mieć wielkiej fantazji, by wyobrazić sobie możliwe skutki. Być może w parlamencie nie byłoby dziś Lewicy. Władze Berlina nie zdały egzaminu z demokracji” – powiedział Polskiemu Radiu publicysta Roland Tichy.

 

26 września berlińczycy wybierali nie tylko posłów Bundestagu, ale też członków stołecznej Izby Deputowanych. Odbywający się tego samego dnia Maraton Berliński sparaliżował ruch, utrudniając dostarczenie kart do głosowania. Spora część z nich wylądowała też w niewłaściwych okręgach.

Jak zauważył Roland Tichy, zdawkowe informacje o chaosie wyborczym w Berlinie szły w parze z ujednoliceniem przekazu i pewnym wyciszeniem nastrojów kontestacji. Tymczasem w dzielnicach Friedrichshain i Lichtenberg miało dojść do manipulacji, których rozmiarów nikt nie był wtedy w stanie sobie wyobrazić.

IAR

40 rzeczy, które są złodziejami czasu

SKOMENTUJ

Dodaj komentarz
Wpisz swoje imię