Runmageddon Sahara – poznajcie Asię!

0
164

Joanna Dądelewska to prawdziwa Wonder Woman. I nic dziwnego, że właśnie pod takim pseudonimem biega. I to jak. Teraz daje z siebie wszystko w ekstremalnie trudnym, pustynnym biegu. To Runmageddon Sahara. W barwach Ameryki po polsku.

Z Joanną Dądelewską tuż przed jej wylotem do Maroko rozmawiał Mariusz Infulecki.

Mogłaś wybrać jakąkolwiek aktywność fizyczną: rower, motocykl itp. Postawiłaś na własne nogi. Opłacało się?
Myślę, że tak, chociaż szczerze powiem – nie lubię biegać. Jednocześnie startując, wychodząc z domu, robiąc pierwsze kilometry, twierdzę, że to jest coś, co kocham.
Z jednej strony nie lubisz, z drugiej strony kochasz, podobnie jak w związku. Można osobę kochać, mimo że się jej nie lubi.

Czym objawia się to NIELUBIENIE? Czy rzucasz butami do biegania, wyżywasz się na legginsach, spoglądając na aplikację Endomondo myślisz sobie: “jak ja tego nie lubię”?
Polega głównie na tym, że jest cały szereg czynności, które muszę wykonać przed bieganiem, muszę wyjść z domu…

Jesteś kobietą, czy twoje przygotowanie polega na zrobieniu pełnego make-upu? 
Nie, muszę przyjść z pracy, ogarnąć dzieci, pomóc im odrobić lekcje. Wskoczyć w strój sportowy. Przede wszystkim jednak trzeba znaleźć na to czas. A z tym jest ciężko.

W Polsce bieganie jest bardzo popularne. Postawiłaś na postać z komiksu. Wonder Woman, dlaczego akurat ona? Dlaczego nie Reksio, Bolek i Lolek, dlaczego wybrałaś postać zagraniczną, mimo że jesteś patriotką?.
Wonder Woman jest silną kobietą. Jesteśmy podobne, mimo przeciwności losu dajemy radę.

Czy można o Tobie powiedzieć, że masz jaja?
Już wiele razy to słyszałam.

Niektóre kobiety się za to obrażają.
Ja przyjmuję to jako komplement.

Ile kilometrów? Czy obiegłaś już kulę ziemską?
Nie liczyłam, nie sprawdzałam, ale już trochę kilometrów za mną.

Maratony?
Nie.

Przed Tobą?
Moim najdłuższym biegiem był Runmageddon, 21 kilometrów z przeszkodami. Później postawiłam na półmaraton, to była próba. W maratonie nigdy nie chciałam uczestniczyć, pomyślałam: “40 kilometrów biec, bez przeszkód, to nie dla mnie”. Zapisałam się na bieg Garmin Ultra Race, 52 kilometry. Jadąc na ten bieg mówiłam sobie: “Nie, nie ma szans, nie dam rady, po co ja w ogóle tam jadę?”. A jednak zrobiłam to. Niecałe 9 godzin, było to sprawdzenie przed Saharą, czy jestem w stanie zrobić dystans w granicach 40 kilometrów w jeden dzień. Udało się.

Sahara to…
Jest to moje marzenie, to Runmageddon Global, wyjazd do Maroka, 120 kilometrów w 3 dni. W upale i nie wiadomo, co nas tam czeka.

Czym ten bieg różni się od biegów w Polsce, poza temperaturą?
Przede wszystkim pięknem. Będzie ciepło – jestem zmarzlakiem. Widoki na pewno zrobią swoje, mamy różnorodność terenów, jeden dzień to kamienista pustynia, drugi  – piaszczysta, trzeci dzień góry Atlas. Te góry stanowią dla mnie niesamowite wyzwanie, nie lubię podbiegów – to jest moja słaba strona.

Czy do tego potrzebne jest jakieś specjalne obuwie? 
Mam dwie pary obuwia. Na pustynię kamienistą i góry – jedną, na pustynię piaszczystą drugą. Różnią się bieżnikiem.

Jesteś jeszcze dzieckiem, przed tobą gigantyczne wyzwanie, 120 kilometrów biegu po pustyni, z zaledwie dwiema parami butów. Jak można cię wspierać? Modlitwa, zaciskanie kciuków?

Z tego, co wiem, niektórzy biegają boso, niektórzy w kaloszach, uważam, że ja też dam radę. Nie ukrywam, że jadąc na jakieś eventy, gale, mam spakowane po 5 par butów, nie wiedząc, które założę. Na Saharę zabieram 2 pary, ale ile będzie w walizce to się okaże.

Czego ci życzyć? Czy chciałabyś, żeby czytelnicy Ameryki po polsku trzymali za Ciebie kciuki, czy pomodlili się za Twój sukces?

Wystarczy życzyć mi tego, żebym wytrwała, będzie to dla mnie naprawdę olbrzymie wyzwanie, ogromny dystans. To mi wystarczy.

Zmagania naszych zawodników możecie śledzić na amerykapopolsku.com

SKOMENTUJ

Dodaj komentarz
Wpisz swoje imię