Polska ma najbardziej niebezpieczną żywność w UE – wstrząsający raport NIK.

Najwyższa Izba Kontroli (NIK) przedstawiła pod koniec 2021 roku raport, według którego żywność w Polsce jest najniebezpieczniejsza w całej Unii Europejskiej.

Jak informują kontrolerzy, najczęściej wykrywaną nieprawidłowością jest obecność bakterii salmonelli czy też tych wywołujących listeriozę. Polska zajmuje również niechlubne drugie miejsce w UE pod względem użycia w hodowli zwierząt najsilniejszych antybiotyków.

Jak informuje prezes Fundacji Viva! – Cezary Wyszyński stwierdza, że wniosku NIK go nie dziwią. Jak twierdzi: „Byliśmy świadkiem tak wielu nieprawidłowości i bardzo często organy kontrolne ignorowały te nieprawidłowości”.

Głównym skutkiem zachodzących nieprawidłowości jest obecność w mięsie zwierząt nabiale niebezpiecznych bakterii. Jak można wyczytać z raportu NIK, w Polsce brakuje kontroli nad ubojem, brakuje weterynarzy, których zastępują często ludzie z innym wykształceniem.

Kolejnym poważnym wnioskiem jest stwierdzony fakt, że instytucje odpowiedzialne za kontrole (Inspekcja Weterynaryjna, Państwowa Inspekcja Sanitarna, Inspekcja jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa, Państwowy Instytut Weterynaryjny, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego, Państwowy Zakład Higieny) nie współpracują ze sobą, ich kompetencje bowiem nie nakładają się na siebie, co w efekcie sprawia, że na rynku żywności panuje chaos i nie istnieje spójny system bezpieczeństwa żywności.

Jedną z głównych przyczyn nieprawidłowości ma być również sposób przeprowadzania kontroli – 90% kontroli jest bowiem zapowiadana, jak podkreśla Cezary Wyszyński – „Zapowiedź inspekcji oznacza, że każdy kontrolowany może się przygotować.” W ostatnim czasie do polskich produktów pochodzenia zwierzęcego spada zaufanie, jak ocenia jeden z konsumentów: „Polskie produkty spożywcze były uważane za najlepsze, wszyscy się tym chwalili. Okazuje się, że są najgorsze […] na pewno musimy się obawiać, co jemy i skąd to mięso przychodzi”.

Sytuacja jest niepokojącą także z punktu widzenia gospodarczego. Polska jest w UE jednym z największych eksporterów żywności i zgarnia coraz więcej skarg. W 2017 roku do RASFF (europejskiego systemu ostrzegania o niebezpiecznej żywności i paszach) wpłynęło 87 powiadomień dotyczących niebezpiecznych produktów z Polski, w 2018 roku było ich 131 a w 2019 już 203. Dane z 2020 roku są jeszcze gorsze: skarg było aż 273 – jest to najgorszy wynik w całej unii – tyle przypadków mają łącznie 2 – 3 na liście Francja i Holandia.

 

Antybiotyki i suplementy w procesie hodowli.

Antybiotyki to kolejny bardzo poważny problem polskiego mięsa. Jak informuje Łukasz Pawelski, pełnomocnik NIK do spraw kontaktów z dziennikarzami „Polska jest drugim krajem w Unii Europejskiej pod względem wykorzystania najsilniejszych antybiotyków w procesie hodowli. […] Wykorzystujemy dwa razy więcej antybiotyków (u zwierząt) niż w procesie leczenia ludzi, więc skala jest to poważna.” Antybiotyki poddawane zwierzętom nie są bez znaczenia dla ludzi – razem z mięsem trafiają do naszych organizmów i osłabiają odporność. Dietetyczka kliniczna dr Hanna Stolińska podkreśla, że w ten sposób „My się uodparniamy na antybiotyki i musimy stosować później coraz mocniejsze antybiotyki”.

Druzgocący jest też fakt, że w Polsce nie ma żadnej kontroli nad podawanymi zwierzętom antybiotykami, jak zauważają eksperci – „Ze względu na brak ogólnopolskiej platformy/bazy danych o użyciu antybiotyków lub obowiązku raportowania organom nadzoru faktu zastosowania antybiotyków, organy Inspekcji Weterynaryjnej nie dysponowały wiarygodnymi informacjami o skali i zakresie ich stosowania”.

Antybiotyki to jednak nie wszystko. Opublikowany raport ujawnił, że hodowcy zwierząt faszerują je suplementami – to kolejna sfera hodowli, nad którą nikt nie ma żadnej kontroli – na rynek można wprowadzić dosłownie wszystko. Badania przeprowadzone przez NIK nad suplementami podważają ich wiarygodność i bezpieczeństwo.

Na jedenaście przebadanych próbek suplementów z grupy probiotyków, w czterech stwierdzono obecność nieokreślonych szczepów bakterii. W 67% próbek stwierdzono niższą niż zadeklarowana na opakowaniu liczbę bakterii probiotycznych, w jednej z próbek natknięto się na obecność bakterii chorobotwórczych.

Nadzieję pozostawia fakt, że Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi zdaje sobie sprawę z problemu i zapowiada zmiany, jak informuje wiceminister Norbert Kaczmarczyk„Jest potrzebna wielka reforma, którą my robimy. 600 milionów chcemy wydać na dofinansowanie weterynarii, ponad 1500 etatów dla weterynarzy, aby również kwestie związane z kontrolą jakości żywności były dobre”. Niestety za zapowiedziami zmian nie padają konkretne daty i szczegóły.

SKOMENTUJ

Dodaj komentarz
Wpisz swoje imię