Czy pożary w Australii naruszyły warstwę Ozonową

Powszechnie wiadomo, że warstwa ozonowa chroni powierzchnię naszej planety przed szkodliwym promieniowaniem UV.

Ozon jest nietypową formą tlenu, którego cząsteczki zbudowane są z 3, a nie jak normalnie z 2 atomów; na powierzchni ziemi jest gazem toksycznym, w stratosferze jest ważnym elementem ochronnym całej biosfery ziemskiej. Promienie UV, które powstrzymuje zanim dotrze do powierzchni może uszkadzać DNA i w rezultacie prowadzić do tworzenia się nowotworów i śmierci.

Badania z ostatnich lat dowodzą, że warstwa ozonowa została poważnie uszkodzona na skutek emisji przez naszą cywilizację substancji chemicznych, które ją rozbijają. Dowiedziono m.in. szkodliwej działalności środków stosowanych w urządzeniach chłodniczych i aerozolach CFC.

Kiedy na początku lat 80. XX wieku odkryto tzw. „dziurę ozonową” zakazano stosowania większości szkodliwych substancji chemicznych, od tego czasu warstwa ozonowa powoli się restaurowała. Szacuje się, że do pierwotnego poziomu wróci dopiero ok. lat 70. XXI wieku.

 

Wyniki najnowszych badań ukazują, że szalejące w Australii pożary lasów mogły naruszyć warstwę ozonu – naukowcy wskazują na spadek poziomu ozonu na południowej półkuli o 13%. Analizy wskazują, że ogromne pożary w Australii z 2019 i 2020 roku wyrzuciły do atmosfery ogromne ilości dymu, które wywołały reakcje chemiczne doprowadzając do przerzedzenia znajdującego się w górnej części stratosfery ozonu.

Pożary w Australii między listopadem 2019 a styczniem 2020 roku pochłonęły ponad 70 tys. km2 buszu, zniszczyły 3 tysiące zabudowań oraz uśmierciły ponad 30 tysięcy osób i zwierząt. Nie trudno się domyślić, że nie pozostały także bez wpływu na środowisko -jak wykazały badania, popiół pochodzący ze spalonych lasów, bogaty w substancje odżywcze doprowadził do ogromnych zakwitów alg w oceanie.

Badania prowadzone na chińskim uniwersytecie Jinan potwierdziły, że dym doprowadził do ogrzania atmosfery nad południową półkulą o 1 stopień Celsjusza, co utrzymywało się przez okres pół roku po zakończeniu pożarów. Inne badania prowadzone przez badaczy z amerykańskiego Old Dominion University w Wirgini wykorzystywały dane z kanadyjskiego satelity Atmospheric Chemistry Experiment (ACE), który jest odpowiedzialny za monitorowanie poziomów aż 44 różnych związków w atmosferze.

Naukowcom udało się ustalić, że dym wyrzucony przez pożary do atmosfery dodarł do najwyższych warstw, gdzie jego cząsteczki weszły w reakcje chemiczne z cząsteczkami chlorofluorowodorów (CPC) i doprowadziły do ich przekształcenia w formę szczególnie wyniszczającą ozon, m.in w tlenek chloru i kwas podchlorawy. Skutkiem tych reakcji było szybko postępujące wyniszczanie cząsteczek ozonu w atmosferze – jego zawartość nad fragmentem południowej półkuli (na której znajduje się Australia) spadła o 13%.

Badacze zauważają także, że dym z pożarów nie dociera zazwyczaj do stratosfery, australijskie pożary były jednak na tyle intensywne, że wpłynęło na pogodę nad kontynentem. Obok pożarów można było obserwować wytworzone przez nie chmury burzowe – pirokumulonimbusy. Dzięki aktywności burzowej dym został wyrzucony o wiele wyżej niż mógłby się dostać bez ich „pomocy”.

Jak wskazano w badaniach – dym przeniesiony na wysokość ponad 20km od powierzchni ziemi może swobodnie wchodzić w reakcje chemiczne z najwyższymi partiami atmosfery prowadząc do ich naruszenia. Petter Bernath z Old Dominion University, który nadzorował prowadzone badania stwierdził, że “W miarę wzrostu liczby poważnych pożarów, będą one odgrywać coraz większą rolę w globalnym budżecie ozonowym”. Program Środowiskowy ONZ szacuje, że do 2100 roku liczba pożarów lasów na cały świecie zwiększy się aż o 50%, ich skala będzie również większa niż dotychczas.

Przesunięta oś Ziemi? Naukowcy tłumaczą, co na to wpłynęło

SKOMENTUJ

Dodaj komentarz
Wpisz swoje imię