Doyle Hamm – człowiek, który przeżył własną egzekucję

Doyle Hamm nie przyszedł na świat pod szczęśliwą gwiazdą. Dziewiąty z dwanaściorga dzieci, od najmłodszych lat przygotowywany był do przestępczej kariery.

Jego ojciec, bowiem, weteran II wojny światowej powtarzał dzieciom od małego, że kiedy wychodzą z domu i niczego nie ukradną, tracą tylko czas. Rodzice za kołnierz nie wylewali, więc ich potomstwo cierpiało na FAS (alkoholowy zespół płodowy), który dotyka dzieci matek pijących w czasie ciąży. Jednym z objawów jest obniżenie zdolności intelektualnych.

Nasz bohater z IQ równym 66 mieścił się w ramach lekkiego upośledzenia umysłowego. Z trudem przepełzał przez kolejne klasy, żeby w ostatniej, po oblaniu testów kompetencyjnych całkowicie zrezygnować z edukacji. W tym czasie już sześciu jego starszych braci, wychowanych w duchu słów ojca „Jeśli wychodzisz z domu nie po to, żeby coś ukraść, to nie jesteś Hammem”, odbywało już kary pozbawienia wolności.

 

Przestępcza kariera

Młody Doyle dołączył do braci krótko po ukończeniu 20 lat. Napad rabunkowy kosztował go pięcioletni wyrok, który odsiedział w całości. Po wyjściu czasu też nie marnował. Zanim ponownie trafił do więzienia, zdążył uzależnić się od narkotyków, ożenić, spłodzić córkę, rozwieść i zabić człowieka. W zasadzie, co do tego ostatniego nie ma pewności czy faktycznie Hamm pociągnął za spust skradzionego wcześniej pistoletu, pozbawiając życia portiera Patricka Cunninghama. Motel w Alabamie, na który postanowił napaść w towarzystwie kamratów,  okazał się ostatnim miejscem w jego złodziejskiej ścieżce. Miejscem, które finalnie zaprowadziło go do celi śmierci.

Obrona z urzędu, a jakby jej nie było

Kilka dni po napaści zatrzymano szajkę. Doyle Hamm od razu przyznał się do winy, co w normalnych okolicznościach stanowi okoliczność łagodzącą. Jednak nie w tym przypadku. Zespół przydzielonych mu adwokatów nie miał specjalnej ochoty bronić upośledzonego, zatwardziałego przestępcy, który już na świat przyszedł zdemoralizowany. Podnosili jednak wady materiału dowodowego, wskazując, że nie wiadomo, kto pociągnął feralnej nocy za spust. Pomimo że niektórzy ze świadków wycofali zeznania, Hamm został skazany na śmierć na krześle elektrycznym. Biorąc pod uwagę późniejszy przebieg wydarzeń, wydaje się, że miał wyjątkowego pecha, bo od 2002 roku w Alabamie egzekucje przeprowadzano już tylko poprzez dożylne podanie trucizny.

 

Dziesięciolecia przygotowań do zabicia skazańca

Doyle Hamm w celi śmierci spędził 30 lat. W roku 2014 zaczął poważnie chorować. Więzienni lekarze twierdzili, że zmaga się z wyjątkowo agresywną postacią chłoniaka. Uprzedzali też, że terapia przeciwnowotworowa, której poddawany był skazaniec, uszkodziła jego naczynia, w związku z czym podwójne wkłucie wymagane przy podawaniu śmiertelnych iniekcji, może być niemożliwe do wykonania. Kwestię tę podnosił również jego adwokat, Bernard Harcourt. System jednak był bezduszny i nieugięty i 22 lutego 2018 roku, o godzinie 21 Doyle Hamm znalazł się w celi śmierci. Wcześniej odrzucono propozycję doustnego podania mu trucizny, jako niezgodną z procedurami. Makabryczny spektakl właśnie się zaczynał. Słychać było już werble okrucieństwa.

Błagał o śmierć

Skazańca przypięto pasami do pryczy, a dwóch pracowników zaczęło starannie oglądać jego nogi, unosząc je, żeby znaleźć odpowiednie żyły. Było to bardzo trudne, bo, jak wcześniej była mowa, naczynia Hamma zostały zniszczone przez terapię przeciwnowotworową. Po kilkunastu minutach, w czasie których więzień leżał, czekając na podanie trucizny, w pełni świadomy tego co się dzieje, zespół katów obrócił go na brzuch i zaczął uderzać w nogi, żeby uwydatnić naczynia. Nie przyniosło to pożądanych efektów, zatem ekipa postanowiła posondować ciało unieruchomionego więźnia igłami. Zabieg powtarzano pięciokrotnie, za każdym razem wiercąc w ciele więźnia, w poszukiwaniu odpowiednich żył. Kiedy i to okazało się nieskuteczne, sprowadzono aparaturę do USG, żeby za jej pomocą szukać żył – tym razem w pachwinach. Skazaniec błagał o śmierć, nie mogąc znieść takich tortur. Później twierdził, że wolał umrzeć niż znosić ciągłym, nieprzerwany ból nie do wytrzymania. W żadnym momencie ekipa egzekucyjna nie podała mu znieczulenia. Hamm krwawił tak silnie, że musiano wymienić pościel, na której leżał, co zajęło kolejne kilka minut.

Przerwana egzekucja

Po dwóch i półgodzinie znęcania nad więźniem, bo trudno inaczej określić te „zabiegi”, zespół przerwał egzekucję z powodu… braku czasu na znalezienie miejsca do założenia wenflonu, przed zakończeniem dnia — czyli przed północą. Po tych zabiegach skazaniec nie był w stanie sam zejść z pryczy. Spadł na podłogę i miał problem, żeby podnieść się o własnych siłach. Z powodu silnego krwawienia pachwiny i ataków kaszlu, trafił do ambulatorium, gdzie przez ok. godzinę próbowano zatrzymać krwotok. Później okazało się, że kaci prawdopodobnie przebili mu tętnicę udową i pęcherz moczowy. Próby pozbawienia życia Doyle’a Hamma media określiły upiornymi, a organizacje broniące praw człowieka zajęły się sprawą, z ogromnym oburzeniem.

Ciąg dalszy

Tortury, jakim poddany został Hamm w celi śmierci znalazły swój finał w sądzie, w cyklu procesów o kwestię tajności wykonywania wyroków śmierci w Alabamie. Media – Associated Press, The Montgomery Advertiser i Alabama Media Group – pozwały stan o umożliwienie dostępu do protokołu z egzekucji i akt sądowych z nią związanych.   Sędzia Sądu Okręgowego USA dla Północnego Dystryktu Alabamy, nakazał ujawnienie protokołu i żądanych akt. W marcu 2018 r. stan Alabama zawarł poufną ugodę z Hammem i zrezygnowano z wykonania kary śmierci – po 28 latach od wyroku. Skazaniec zmarł w roku 2021, we własnej celi. Miał 64 lata.

 

Podsumowanie

Dyrektor wykonawczy Centrum Informacji o Karach Śmierci,  Robert Dunham stwierdził, że „w miarę starzenia się więźniów z celi śmierci i coraz większej liczby trapiących ich chorób, prawdopodobieństwo, że egzekucje przez śmiertelny zastrzyk nie powiodą się, wzrośnie”.
Doyle Hamm nie był jedynym, który przeżył własną egzekucję, a ta, choć nieskuteczna, nie była jedyną tak makabryczną, że twórcy horrorów nie wymyśliliby nic bardziej strasznego. Dyskusja na temat moralnych podstaw takiego rodzaju kary trwa od lat i dzieli społeczeństwo.

Klątwa Kennedych nadal żywa i dosięga kolejnych członków rodziny

 

SKOMENTUJ

Dodaj komentarz
Wpisz swoje imię