Premier Johnson zostaje na stanowisku, duży bunt wewnątrz partii

Fot. Twitter @BorisJohnson

Premier Boris Johnson zostaje na stanowisku szefa Partii Konserwatywnej. Wygrał wewnątrzpartyjne głosowanie ws. wotum nieufności. Ale rozmiary buntu są większe, niż liczyło otoczenie premiera. Wystąpiło przeciw niemu ponad 40% posłów jego własnego ugrupowania.

Za tym, by Boris Johnson nadal prowadził partię głosowało 211 posłów prawicy. Za dymisją opowiedziało się 148. Wyniki głosowania powitanie zostały przez zwolenników premiera wiwatami i głośnym uderzaniem w pulpity. „To szansa, by zostawić wszystko to, na czym media słusznie chciały się skupiać przez tak długi czas. I by wykonywać naszą robotę, czyli skupić się na tym, czego oczekują obywatele” – powiedział w chwilę potem w BBC Boris Johnson.

Głosowanie odsłoniło jednak skalę buntu na prawicy. Ponad 41% posłów nie ufa swemu szefowi. Za jego usunięciem zagłosowało 148 konserwatystów. Większość parlamentarna prawicy to 75 głosów.

Nagłówki wtorkowych gazet oddają dominujący ton komentarzy: polityczne kłopoty premiera się nie skończyły. Lewicowy Guardian pisze o „upokarzającym głosowaniu”. „Puste zwycięstwo rozdziera Torysów” – wybija na pierwszej stronie konserwatywny Daily Telegraph. „Zraniony Johnson w niebezpieczeństwie” – to nagłówek dziennika „I”. „Premier przetrwał, ale ledwo, ledwo” – dodaje Sun. W analizie Sky News czytamy, że istnieje ryzyko, że rząd Borisa Johnsona będzie teraz postrzegany jako zbyt podzielony, by dało się nim sterować.

Gdy w 2018 roku z podobną rewoltą mierzyła się poprzedniczka Johnsona, Theresa May, w pół roku po wygranym głosowaniu i tak musiała odejść, bo nie miała kontroli nad podzieloną partią. Wtedy zagłosowało przeciwko niej 37% posłów. Skala buntu przeciwko premierowi Johnsonowi jest podobna do tej, z którą spotkała się w 1990 roku Margaret Thatcher. Widząc ją, szefowa Żelazna Dama szybko sama zrezygnowała ze stanowiska.

Szef opozycji Keir Starmer skrytykował decyzję posłów prawicy. „Konserwatywni posłowie dokonali tego wieczoru wyboru. Zignorowali brytyjską opinię publiczną i związali na dobre swoją partię z Borisem Johnsonem i wszystkim, co on reprezentuje” – przekonywał lider lewicy.

Notowania osobiste premiera, a także jego partii, załamały się w grudniu zeszłego roku, gdy media zaczęły ujawniać szczegóły partygate. Potem Boris Johnson dostał mandat od policji, stając się pierwszym w historii premierem Królestwa, który złamał prawo. „Braki w przywództwie”, które stworzyły kulturę łamania prawa na Downing Street, wytknął mu raport urzędniczki cywilnej Sue Gray.

To nie koniec, bo wciąż czekamy na werdykt parlamentarnej komisji, która orzec ma, czy w sprawie przyjęć premier wprowadził posłów w błąd. Według kodeksu ministerialnego, zbioru zasad etycznych podpisanych przez premiera Johnsona, okłamanie parlamentarzystów powinno się skończyć dymisją.

IAR

„Nie chcę żeby ludzie umierali” – poruszający list 6-latka

SKOMENTUJ

Dodaj komentarz
Wpisz swoje imię